przez mama 10 mar 2010, o 01:53
Właśnie wróciłam ze spektaklu. Na stronie Opery Bałtyckiej przeczytałam: (...)"Halka stała się dziełem narodowym, wyniesionym na piedestał, wrzuconym w formalinę nawyków, patetycznym, przez co pozbawionym ludzkiego oblicza. Stała się utworem, którym uświetnia się inauguracje, otwarcia i rocznice, dziełem które się ceni, a nie kocha. Do dziś każda inscenizacja wykraczając poza XIX-wieczny kanon narażona jest na ataki konserwatywnej części krytyki. Wierzymy, że nasza inscenizacja Halki, przyczyni się, do tego, że publiczność potraktuje to dzieło nie z szacunkiem, ale z miłością."
"Halkę" kocham i szanuję. Chodząc do teatru, opery i na koncerty ćwiczę w sobie tolerancję do unowocześniania. Lekko "przełknęłam" kawalerski wieczór-zaręczyny panicza ale rozdrażnił mnie balet. "sylwestrówki" w kusych czarno-białych sukieneczkach z lamy podrygujące w takt Mazura w towarzystwie "męskich baletek" - to było ponad moje siły. Zamiast przytupu... trzepotanie nóżkami (jak w Menuecie) Każdy krok-takt szarpał moje serce.
- wyprzedali garderobę - pomyślałam.
Nie pomogły piękne głosy w następnych scenach. Zaczęły mnie drażnić: scenografia, kozaczki i sukienka,jak z krempliny, Halszki. Równo ustawione donice - bo to był był lokal gastronomiczny...
Zamknęłam oczy, żeby tylko słuchać... W życiu się tak nie zdenerwowałam...
a może przylazła do nas EUROPA? Może kogoś drażni nasz Mazur?
Wolałabym koncert po tytułem "Halka" - jednak pod warunkiem, że chusta góralska Hanki byłaby góralska...
Druga część była już "z innej bajki". Górale ubrani jak Górale tańczyli z Góralkami, chyba zbójnickiego, dziarsko przeskakiwali ciupagi ale ja wciąż lizałam rany zadane w pierwszym akcie i nie mogłam się otrząsnąć... Nie dałam się porwać pohukiwaniom tancerzy, bo z kolei kroczki wydały mi się przekombinowane...
Idźcie sami. Drugi raz na pewno nie pójdę.
Jestem rozżalona. Muszę odreagować, może wystarczy popatrzeć na pamiątkę rodzinną - stuletni serdaczek...